Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakier do paznokci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakier do paznokci. Pokaż wszystkie posty

piękny koral od rimmel - błysk i mat


Witajcie :)
Co u Was? My w Lublinie mamy szczęście, wciąż jest w miarę sucho, a zimno aż tak bardzo nie przeszkadza (przynajmniej mi), jeśli nie mamy mokrych butów, a w twarz nie bryzga mokry śnieg. Jednym słowem jest super :)
Mój dobry humor odzwierciedlają moje paznokcie, na których oprócz typowo jesienno-zimowych kolorów pojawia się również ten, który chciałabym Wam pokazać w dzisiejszej notce.


A mowa o lakierze Rimmel 60 seconds w kolorze 415 instyle coral. Ten odcień jest wspaniały. Uwielbiam takie wyważone korale z równą dozą różu i pomarańczy. Ten kolor jest w dodatku dość intensywny, prawie neonowy.
Właściwości samego lakieru też są niczego sobie. Dość dobrze się rozprowadza przy pomocy szerokiego, zaokrąglonego pędzelka. Wysycha rzeczywiście dość szybko, choć na pewno nie w 60 sekund ;)
Jego trwałość określiłabym jako średnią, trzyma się w niezłym stanie przez 3-4 dni.
Poniżej możecie go zobaczyć w wersji błyszczącej oraz matowej - pociągnięty jedną warstwą topu matującego od Lovely, który szczerze uwielbiam.





Lubicie takie korale?
W której wersji podoba Wam się najbardziej?

Pozdrawiam Was ciepło,
Ł.

sezon na buraka


Witajcie :)
W ostatniej notce KLIK pokazywałam Wam, co możecie wygrać w moim rocznicowym rozdaniu, a już jutro będziecie mogły zobaczyć, co przywiozłam z moich wojaży dla siebie.
Dziś natomiast chcę pokazać Wam lakier do paznokci, który ostatnio wpadł mi w oko w Rossmanie i kilka godzin później wylądował na moich paznokciach.


Rękami i nogami zapieram się, nie chcę przyjąć do wiadomości, że lato to już przeszłość, jednak aura za oknem sprawia, iż mimo woli mam ochotę na ciemniejsze i bardziej niż latem nasycone kolory w manicure.
Wielka butla, którą dzierżę w dłoni na powyższym zdjęciu zawiera 12 ml lakieru i kosztuje kilkanaście zł. Urban purple, czyli numer 402 to mój pierwszy lakier z serii salon pro. Spodobał mi się, choć nie jest pozbawiony wad.


Do zalet należy z pewnością zaliczyć fakt, że przy umiejętnym malowaniu lakier może być jednowarstwowcem. Świetnie kryje dając nasycony kolor i całkiem ładny połysk. Pędzelek jest szeroki a konsystencja średnia, tak jak lubię, a mimo to zupełnie nie wiem dlaczego, dwukrotnie udało mi się zalać sobie skórki. Ot, tajemnica. Trwałość lakieru jest niezła, nic nie odpryskuje, jednak już trzeciego dnia zauważyłam dość znacznie starte końcówki oraz lekkie zmatowienie powierzchni emalii.


Podsumowując, lakier zachęcił mnie do poznania innych z tej serii, jednak na kolana nie powalił.
Ponadto warto zaznaczyć, że jego kolor w dużym stopniu zależy od światła. W dziennym jest to ciemna czerwień z dużą dozą fioletu, natomiast w sztucznym potrafi być czysto pomidorowy ;)

Jak Wam się podoba?
Lubicie lakiery z serii salon pro?
Jakie są Wasze ulubione jesienne kolory manicure?

Pozdrawiam,
Ł.





bikini so teeny, czyli moje pierwsze spotkanie z lakierami essie


Witajcie :)
Jak Wam minął wtorek?
W Lublinie było bardzo gorąco, wysmażyłam się w mieście. Orzeźwienie znajdowałam w zimnym koktajlu arbuzowym, wodzie termalnej oraz widoku idealnego babyblue na moich trochę już wyprowadzonych na prostą paznokciach ;)
Wczoraj nabyłam moje pierwsze lakiery essie, o których słyszałam tyle dobrego, że było jedynie kwestią czasu, abym je wypróbowała. Czas przyszedł, gdy trafiłam na nie w wyjątkowo okazyjnej cenie, ale o tym niżej.
Kupiłam dwa kolory. Kto zgadnie, jaki odcień obok bohatera dzisiejszej notki znajduje się na zdjęciu?



Bikini so teeny to kremowy lakier w długo przeze mnie poszukiwanym kolorze babyblue wzbogacony o odrobinę srebrzystych glassflecków, które na paznokciach są prawie niedostrzegalne.
Pędzelek jest cudowny, idealny, taki jak lubię czyli szeroki, płaski i lekko zaokrąglony. Pomimo jasnego pastelowego koloru lakier nie robi smug i aplikuje się bezproblemowo. Dwie warstwy wystarczają do pełnego krycia. Na temat trwałości na razie nie mogę się wypowiadać, ale na pewno dam znać, jak długo manicure był świeży. Podsumowując, już rozumiem, skąd szał na lakiery essie. Bardzo się cieszę, że wreszcie mogłam ich wypróbować, a z drugiej strony trochę żałuję, bo przeczuwam, że mogę wpaść w essiemanię ;)






Zgadniecie, za ile kupiłam moje pierwsze lakiery essie?
Otóż, za 15 zł. Tyle kosztowała mnie buteleczka płynnego letniego orzeźwienia :)



Jak Wam się podoba ten kolor?
Napiszcie też koniecznie, jakie są Wasze doświadczenia z lakierami essie.

Pozdrawiam Was serdecznie i częstuję moim umilaczem poranków i wieczorów - spienionym mlekiem z kawą i kardamonem ;)
Ł.


miętowy sorbet od Siouxie - bardzo wiosenne paznokcie


Witajcie :)

Przywołuję wiosnę. Postanowiłam malować paznokcie na świeże i radosne kolory.
O istnieniu serii lakierów Gel Like od wibo, stworzonej przy udziale blogerek, dowiedziałam się dopiero niedawno. Oczywiście zamarzyła mi się Oleskowa brzoskwinka oraz turkusowy błękit, kiedy jednak stanęłam przed szafą wibo, ujrzałam dużo pustego miejsca w miejscu, gdzie powinny się znajdować wymienione lakiery. W oczy rzuciła mi się jednak bardzo żywa, choć pastelowa (moim zdaniem) pistacja od Siouxie. 


Lakier nosi numer 8 oraz nazwę "mint sorbet". Formuła jest kremowa z dużą ilością shimmeru w nieokreślonym kolorze. Lakier ma dość gęstą konsystencję, łatwo rozprowadza się po płytce. Schnie dość wolno, dlatego pokryłam go warstwą seche vite. Nie zauważyłam żadnego ciągnięcia się lakieru, o którym pisały dziewczyny w kontekście innych kolorów z tej serii. Odnośnie trwałości, będę musiała dokonać aktualizacji, ponieważ pomalowałam nim paznokcie dopiero wczoraj.



Jak się Wam podoba sorbet miętowy od Siouxie?
Lubicie pastelowe paznokcie?

Dobranoc,
Ł.

lakier z makiem, czyli kolejny gagatek z serii jolly jewels


Dzień dobry :)

Wczoraj mój nieoceniony TŻ podłubał coś przy moim laptopie i kryzys internetowy został tymczasowo zażegnany. Dzięki temu, mogę Wam pokazać kolejny lakier z serii jolly jewels od golden rose, który musiał trochę poczekać na swój debiut, ponieważ jeden z moich paznokci u lewej ręki raczył się złamać prawie w połowie opuszka. Auć...


A oto nasz dzisiejszy bohater : numerek 110.
Po raz kolejny pytam: dlaczego takie piękne lakiery nie mają nazw?!
Jego trzech pobratymców mogłyście już oglądać tutaj, tutaj oraz tutaj.
Ponieważ sposób aplikacji oraz komfort noszenia są podobne, jak jego poprzedników, nie będę się powtarzać i zainteresowanych odsyłam do powyższych linków :)


Lakier numer 110 to biała baza, która kryje już po nałożeniu dwóch warstw, a w niej zatopiona spora ilość dość dużych brokatowych czerwono- różowych sześciokątów. Co czyni ten lakier niezwykłym, to dodatek małych czarnych sześciokącików, które mnie osobiście przypominają mak, przez co lakier kojarzy mi się ze słodkimi wypiekami :D






Podoba Wam się ten słodziak?
A może macie już dość brokatowych lakierów?

jolly jewels po raz drugi - złoto z różowymi piegami


Tego pięknego (phi), słonecznego (phi phi) przedpołudnia chciałabym pokazać Wam kolejny lakier z serii Jolly Jewels marki Golden Rose. Numerek 103 sprawił, że siedzę i co chwilę zerkam na swoje paznokcie. Moim zdaniem lakier zaaplikowany w formie kryjącej prezentuje się wspaniale, choć nada się również jako top. Jego pastelowego brata, który bardzo Wam się spodobał, prezentowałam tutaj.


Jest to przezroczysta baza z ogromną ilością złotego pyłu, drobnym złotym brokatem i różowymi sześciokątami, które sprawiają, że lakier jest absolutnie wyjątkowy.
Aplikacja nie sprawiła mi żadnego problemu, brokat dość równo rozkłada się na płytce paznokcia. Do pełnego krycia wystarczą dwie grubsze lub trzy cieńsze warstwy. Lakier szybko schnie, a jego powierzchnia nie jest gładka, jednak nic nie zahacza. Ja nałożyłam na niego seche vite. Jego poprzednik przetrwał u mnie trzy dni w świetnym stanie, więc trwałość tych lakierów określiłabym jako dobrą.




Wiele osób zapewne stwierdzi, że efekt, jaki daje ten lakier jest zbyt bogaty, jednak mnie podoba się w nim właśnie ten barokowy przepych oraz połączenie złota z różem.

Podoba Wam się to złotko?

Ps. Wieczorem zapraszam Was na włosową notkę :)

golden rose jolly jewels 115 - pastelowe oczarowanie


Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź linii lakierów Golden Rose o uroczej nazwie Jolly Jewels, wiedziałam, że nie przejdę obok nich obojętnie. Jest to coś absolutnie w moim guście: uwielbiam brokat, najlepiej połączenie małego oraz większego i w wersji kryjącej. Wczoraj wreszcie udało mi się trafić na te lakiery i już dziś przychodzę do Was z pierwszym z nich.


Numer 115 (dlaczego takie cudowne lakiery nie mają nazw?!) wpadł mi w oko od początku. Kiedyś widziałam na którymś z lakierowych blogów swatche pastelowych brokatów przywiezionych bodajże z Azji i bardzo żałowałam, że u nas nie są dostępne. Dzięki temu lakierowi moje chciejstwo zostało częściowo zaspokojone ;)


Lakier dobrze się nakłada, nie trzeba się szczególnie napracować przy rozkładaniu brokatu na paznokciach. Kryje już po dwóch warstwach, jednak ja z rozpędu nałożyłam trzy. Powierzchnia pomalowanego paznokcia jest dosyć szorstka, więc polecam nałożenie bezbarwnego topu w celu jej wyrównania i dodania blasku. Na temat trwałości lakieru nie mogę się wypowiedzieć, za to obiecuję Wam, że będzie się koszmarnie zmywał ;D
Bez metody na folię się nie obejdzie, jednak prawdziwym miłośniczkom lakierów to nie straszne.


Choć zapewne nie wszystkim się spodoba, ja jestem w tym lakierze zakochana i wciąż patrzę na swoje paznokcie. A jak na chwilę oderwę wzrok, to zaraz znów zerkam ;)


Podoba Wam się?
Jacy są Wasi faworyci z tej serii lakierów?
A może nie lubicie brokatów?

o dwóch delikatesach

Witajcie!
Dawno nie było paznokci :)
Dziś chciałabym pokazać Wam dwa lakiery, które ostatnimi czasy królują na moich paznokciach, kiedy muszę lub chcę mieć na nich coś bardziej stonowanego niż ulubione szaleństwa.
Obie marki już pojawiły się na moim blogu i z jedną zapewne pożegnam się już na zawsze, a drugą bardzo lubię i już mam ochotę na następne lakiery.
Jeśli jesteście ciekawe moich wrażeń z nakładania i noszenia poniższych lakierów, zapraszam do dalszej lektury i oglądania zdjęć :)

Lakier belcanto numer 120 to bardzo ładny żółtawy cielaczek, który ma w sobie dość dużo bieli, przez co wyraźnie odcina się od dłoni. 
Kryje po nałożeniu dwóch warstw i schnie w normie, choć ja popędziłam go seche vite, ponieważ nie mam czasu na dmuchanie w paznokcie ;)
Jego trwałość mogę ocenić dość wysoko, ponieważ gdy go zmywałam po trzech dniach, nie miałam nawet startych końcówek. Jak dla mnie lakiery belcanto mają jedną wadę, która najprawdopodobniej sprawi, że już żadnego nie kupię, a jest to pędzelek - wąski, cienki i bardzo długi, jak dla mnie zupełnie niefunkcjonalny. W połączeniu z dość rzadką konsystencją lakieru zamienia malowanie paznokci w katorgę.
 Jego brzoskwiniowego brata pokazywałam Wam tutaj i tutaj.





Lakier kobo colour trends Toronto nr 14 jest pięknym, nieokreślonym kolorem, który opisałabym jako kawę z mlekiem z dużą dozą różu. W zależności od światła wydaje się bardziej brązowy lub różowy.
Lakier kryje przy dwóch warstwach, choć jego kremowe wykończenie lekko wpada w żelkowe. Schnie dość szybko. Trwałość określam jako przeciętną, ponieważ trzeciego dnia miałam już lekko starte końcówki. Konsystencja lakieru jest średnia, a pędzelek wygodny, co sprawia, że malowanie paznokci jest bardzo przyjemne :) To stanowczo mój faworyt ostatnich miesięcy wśród stonowanych lakierów.
Inny lakier z tej serii, Madryt, znajdziecie tutaj.





Który podoba Wam się bardziej?
Lubicie nosić takie kolory na paznokciach?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...