twarz dnia (3) - "smitten" w roli głównej


Witajcie :)
Zgodnie z obietnicą wymazałam dziś usta jednym z balsamów revlona, które pokazywałam Wam wczoraj, o TUTAJ. Stanowczo najwięcej głosów zostało oddanych na odcień smitten, więc to jego możecie dziś oglądać :)
Warto zaznaczyć, że odcień na żywo jest jeszcze bardziej intensywny niż na zdjęciach. Balsam pozostawia na ustach piękny stain, który utrzymuje się aż do demakijażu, nawet bez poprawek w ciągu dnia. Myślę, że to świetny sposób na żywy kolor na co dzień :)






Oprócz naszego bohatera mam dziś na twarzy podkład healthy mix, puder all about matt essence, róż deep throat nars oraz bronzer park avenue princess tarte. Oczy wykonturowałam cieniami z palety naked i narysowałam kreskę eyelinerem violet black l'oreal. Na rzęsach nieodmiennie króluje żółty tusz lovely.

Zainteresował Was któryś z produktów?
Jak Wam się podoba kolor smitten na ustach?


Całuję,
Ł.

revlon just bitten kissable lip balms - absolutna miłość :)


Witajcie :)
Sesja nareszcie wypuściła mnie ze swych szponów i dobrze, bo już nie mogłam się doczekać, aż napiszę Wam o moim największym naustnym odkryciu sezonu. Balsamy-stainy w kredce marki revlon, o których będzie mowa nie są żadną nowością na rynku, jednak ja pierwszy raz usłyszałam o nich jakoś w listopadzie oglądając na youtube filmiki essiebutton, którą bardzo lubię i jest źródłem nieustannych pokus. Na początek zamówiłam polecany przez Estee odcień honey i z miejsca zakochałam się. Nienachalny miętowy zapach, komfortowa formuła balsamu i dość intensywny, trwały kolor całkowicie mnie urzekły. Do tego stopnia, że mam już cztery odcienie i dwa kolejne na oku ;)



Wspomniany wcześniej honey to typowy odcień mauve, idealny na co dzień, można nakładać go nawet bez lusterka. Smitten to intensywny, lekko fioletowy róż. Randezvous można opisać jako czystą, intensywną pomarańczkę, którą uwielbiam i bardzo ucieszyłam się, że będzie modna w nadchodzącym sezonie :) Romantic to soczysta, dość ciepła czerwień.
Kolory przy pierwszym pociągnięciu są dość przejrzyste i nawet najmniej śmiałe osoby będą się w nich czuły komfortowo, jednak najlepsze w tych balsamach jest to, że kolor można stopniować i osiągnąć nawet bardzo intensywną barwę przy wysokim komforcie noszenia.




Czyżby produkt kompletnie bez wad? Niestety nie, choć same balsamy są dla mnie idealne i nic bym w nich nie zmieniła, to opakowanie jest dość tandetne. Formę kredki bardzo lubię i uważam za wygodną, jednak napisy ścierają się błyskawicznie, a co gorsze, skuwka bardzo łatwo otwiera się w torebce.
Poniżej możecie zobaczyć mój pierwszy egzemplarz honey (ten, który wiedzieliście na powyższych zdjęciach to zapas :D), który sam uległ zniszczeniu i zapaćkał wszystko, co znajdowało się w jednej z przegródek mojej torebki.



Nie mogę się już doczekać, aż w Polsce pojawią się matowe wersje kredek revlon, to będzie spełnienie moich marzeń (mam nadzieję).

Lubicie te balsamy?
A może wolicie inne produkty w typie chubby stick?
Który kolor chcielibyście zobaczyć na ustach w pierwszej kolejności?

Pozdrawiam,
Ł.

wyniki rozdania ze sklepem magicznykubeczek.pl!


Witajcie :)
Czy Wy też wczoraj mieliście problemy z bloggerem?
Ja kompletnie nie mogłam dodać posta.

Jednakowoż ważne jest, że już dziś wszystko jest ok i mogę Wam podać wyniki rozdania, które zorganizowałam wraz z Panią Ewą ze sklepu magicznykubeczek :)
wygrywa:


Marcepanka, gratulacje! :)

Czekam na wiadomość od Ciebie, abym mogła przekazać dane Pani Ewie.
Napisz do mnie na powrot.do.siebie@gmail.com.

Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za udział i życzę Wam miłego sobotniego wieczoru :)
Ł.

twarz dnia (2)


Witajcie :)

Jakiś czas temu postanowiłam lekko się wychylić poza moje bezpieczne delikatne makijaże i zrobić coś na kształt smoky eye. Padło oczywiście na fiolety (edit: na zdjęciach rzeczywiście makijaż wyszedł bardziej brązowy niż fioletowy, światło nas nie oszczędza ;)).

Makijaż oczu wykonałam na bazie tatuażu on and on bronze maybelline, więc całość ma ciepłe, brązowe podtony. 
Muszę szczerze przyznać, że bardzo mi się ten makijaż podoba i świetnie się w nim czułam.

Dodatkowo na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć moją próbę polubienia się z błyszczykiem. Uważam, że wygląda bardzo ładnie, jednak chyba nigdy nie przekonam się do błyszczyków. Nie mogę znieść ich kleistości. O ile ten konkretny nie sprawia, że usta nieestetycznie lepią się podczas mówienia dając porno-obleśny efekt, o tyle włosy lgną do niego bardzo chętnie.





Może wkrótce pokuszę się o ciemniejsze i bardziej intensywne smoky. Jeśli tak, na pewno pierwsi się o tym dowiecie ;)

Lubicie takie makijaże?
A może chcielibyście poczytać więcej o którymś z użytych kosmetyków?

Całuję,
Ł.

przypominajka

Przypominam o rozdaniu!
Macie jeszcze dwa dni na zgłoszenia :)


prośba o pomoc!

Kochani!

Od kilku dni nie mogę odpowiadać na komentarze na blogu.
Gdy klikam "odpowiedz", przeskakuję na górę strony i tak w kółko.
Czy ktoś z Was miał może taki problem?
W pomocy bloggera nie znalazłam odpowiedzi.
Z góry dziękuję za pomoc!

Pozdrawiam,
Ł.

paznokcie na piątek


Witajcie :)
Jak mija Wam piątkowy wieczór?
Ja dziś obiecałam sobie, że znajdę trochę czasu dla bloga i nadrobię zaległości u Was. 
Mam Wam tyle rzeczy do pokazania i opisania, a niestety dramatycznie brakuje mi czasu. I nic nie wskazuje na to, aby sytuacja miał się w najbliższym czasie zmienić.
No cóż, postaram się odzywać jak najczęściej :)

Dziś mam dla Was zdjęcia mojego manicure, który ostatnio szczególnie przypadł mi do gustu.
Jest bardzo prosty, ale moim zdaniem efektowny. Na wszystkie paznokcie nałożyłam dwie warstwy Steel My Soul (KLIK) od catrice, dodałam też brokatowe akcenty w postaci jolly jewels nr 103 (KLIK) od golden rose. Podoba mi się to, jak matowa szarość równoważy błysk brokatu.






Jak Wam się podoba takie połączenie?
Jakie są Wasze ulubione zimowe lakiery do paznokci?

Całuję,
Ł.

Ps. Przypominam o rozdaniu!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...