Witajcie :)
Już kilkukrotnie na łamach tego bloga pisałam o mojej obsesji na punkcie matowych ust (np. tutaj, tutaj i tutaj). W tej materii nic się nie zmieniło, jednak wciąż szukam matowej pomadki idealnej.
Muszę przyznać, że propozycja golden rose jak do tej pory najbardziej przypadła mi do gustu. Mam porównanie do kilku marek, między innymi do dwóch matów firmy mac i muszę przyznać, że bohaterka dzisiejszego posta, która kosztuje około 15 zł (!) wypada na ich tle wspaniale.
Velvet matte lipstick o numerku 14 jest najbardziej kremową i niewysuszającą matową szminką, z jaką miałam do czynienia. Dodatkowo, zwłaszcza w duecie z konturówką tej samej firmy, jest szaleńczo trwała. Na tle innych długotrwałych naustnych matów wyróżnia ją również fakt, iż beż problemu można dokładać warstwy lub poprawić makijaż nie zmywając wcześniejszej warstwy.
Jedyna wada, jakiej jestem w stanie się dopatrzyć to tanie opakowanie. Bardzo chętnie zapłaciłabym za tą pomadkę np. 30 zł, gdybym mogła otrzymać ją w bardziej gustownej oprawie.
Kolor określiłabym jako dość ciemny, wpadający w czerwień róż. Nie muszę chyba dodawać, że mam ochotę na kilka innych odcieni?
Poniżej możecie obejrzeć pomadkę w towarzystwie minimalistycznego, leniwego makijażu oka.
Znacie pomadki velvet matte?
Jakie są Wasze ulubione kolory?
Chcielibyście zobaczyć, jakich matowych pomadek mac'a używam?
Całuję,
Ł.

